Kolejna kompromitacja ekspertki od wszystkiego

A sprawa dotyczy zagadnienia poważnego, o którym powszechnie się mówi. Chodzi mianowicie o zadłużenie. Na początek synonimy słowa zadłużenie: dług, koszt, kredyt, należność, niedopłata, obciążenie, odpłata, odpłatność, opłata, pożyczka, składka, taksa, wierzytelność, wydatek, zaległość, zobowiązanie, chwilówka, debet, długi, zobowiązania. Z tymi słowami powszechnie kojarzy się zadłużenie.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mamy domek i kawałek ziemi , na który dostajemy dopłaty z Unii Europejskiej. Wzięliśmy kredyt, kupiliśmy coś tam na raty i pożyczyliśmy trochę pieniędzy od wujka Helmuta. Łącznie zebrało się tego 50 000 zł. Czyli tyle pieniędzy musimy oddać. Nagle okazało się, że Unia Europejska się pomyliła i wypłaciła nam 30 000 zł za dużo. Zażądała więc zwrotu tych pieniędzy, a sąd to żądanie potwierdził. No to ile pieniędzy musimy oddać? Prawie każdy powie, że 80 000 zł. Prawie każdy się zmartwi, że nagle jego zadłużenie wzrosło do 80 000 zł.

No i to słowo „prawie” robi wielką różnicę. Bo Katarzyna Nienawiść-Wymądrzalska stwierdzi, że wcale nie! Ona jest winna tylko 50 000 zł, bo tamte 30 000 zł się nie liczy do zadłużenia. A dlaczego? Licho ją tam wie. Jedne należności można jej zdaniem zaliczyć do zadłużenia, a inne nie. Ktoś powie, że Wymądrzalska, jak przystało na osobę z niespotykaną wiedzą, nie posługuje się potocznym znaczeniem słowa „zadłużenie”, ale używa tego pojęcia w sensie naukowym, ekonomicznym.

Sprawdziłem – zadłużenie w sensie ekonomicznym oznacza niespłonienie przez dłużnika na rzecz wierzyciela obowiązku pewnego świadczenia w formie pieniężnej lub rzeczowej w określonym czasie. Czyli ile wynosi zadłużenie w sensie ekonomicznym, jeśli spłacamy wszystkie raty kredytowe na czas, jeśli oddajemy pieniądze wujkowi Helmutowi tak jak się umawialiśmy i jeśli zwracamy Unii Europejskiej pieniądze zgodnie z jej życzeniem? Otóż zero złotych wynosi! Czy nas to jakoś szczególnie ucieszy? Oczywiście, że nie! Bo choć sensie ekonomicznym zadłużenia nie mamy, to 80 000 zł musimy oddać.

Dlaczego Wymądrzalska kredyty i obligacje uznaje za zadłużenie, a należności, które trzeba oddać spółce do tej kategorii nie należą? To jest jej słodka tajemnica. I tak z kilkudziesięciu milionów zadłużenia, czyli pieniędzy, które miasto musi oddać zrobiło się kilkanaście. Cóż za błyskotliwa kreatywna księgowość! Wystarczy nie uznać czegoś za zadłużenie, a natychmiast ono spada! Czy kogoś to z mieszkańców ucieszy? Oczywiście, że nie! Bo te kilkanaście milionów, których Wymądrzalska nie zalicza do zadłużenia, i tak miasto musi spółce oddać.

To, że Wymądrzalska się kompromituje i bzdury wypisuje, to do wielu czytelników już chyba powoli dociera. Ale to, że Skarbnik Miasta bredzi od rzeczy, to już jest totalna kompromitacja. Gdyby Pani Skarbik powiedziała, że z ekonomicznego punktu widzenia zadłużenie miasta wynosi 0 zł, bo miasto nie zalega z żadnymi płatnościami. To jeszcze bym zrozumiał. Ale to, że nie uznaje należności wobec spółki jako pieniędzy, które trzeba oddać – to już jest blamaż. Czyżby zdaniem Pani Skarbnik tych kilkunastu milionów nie trzeba zwracać? No to dlaczego już kilka milionów miasto oddało, skoro to nie jest zadłużenie?

W sąsiednim miasteczku mieli ten sam problem. Musieli raptem oddać, tej samej spółce co nasze miasto, coś około 10 mln zł. Ponieważ nie mieli tych pieniędzy w miejskiej kasie, to wypuścili obligacje, żeby to zobowiązanie spłacić. I tak podążając za tokiem myślenia naszych dwóch wybitnych ekonomistek, z „niezadłużenia” zrobiło się tam nagle – ni z gruszki, ni z pietruszki – „zadłużenie”. Czy coś się dla mieszkańców tego miasteczka zmieniło? Oczywiście, że nie! Różnica jest jedynie taka, że teraz miasto musi oddać 10 mln zł nie spółce, ale bankom – obligatariuszom. Ale zdaniem naszych genialnych ekonomistek, przedtem zadłużenia oni nie mieli, a teraz już mają. Kompromitacja!

TN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *